Zamieszczam kolejną część mojego opowiadania/powieści. Choć akcji jeszcze jako takiej nie ma (bijatyki i te sprawy) to w następnej części już powinna być. Ta pojawi się pod koniec tygodnia lub na początku następnego. Życzę miłej lektury

.
Tralen wybiegł pospiesznie z pałacu. Pędząc pustymi drogami Nar Ankar kierował się do największej po pałacu budowli. Świątynia Ashy, bogini Ładu była potężnym obiektem górującym nad resztą miasta. Przechodząc przez przypominającą paszczę bramę, nekromanta zawsze czuł się nieswojo. Nieumarli jako jedyni czcili Ashę boginię Ładu i Równowagi, jako bóstwo tzw. przewodnie. Monumentalny posąg Pajęczej Bogini stał tuż za wejściem, utrudniając przejście w głąb świątyni. Budowniczowie domagali się przynajmniej pokłonu dla Najpotężniejszej, czego nie omieszkali napisać na cynowej blaszce z wygrawerowanym napisem : „Złóż pokłon Największej z Wielkich, Tej która jest Życiem i Śmiercią. Padnij na twarz by doznać błogosławieństwa Tej która jest Porządkiem. Raduj się, albowiem możesz stanąć przed majestatem Tej, która jest Wszystkimi.” Tekst ten znajdował się na piedestale, na którym stał olbrzymi posąg pająka o kobiecej twarzy. Nieumarli, wielbiący ją jako Pajęczą, a nie Smoczą Boginię, tak ukazywali ją na wszystkich obrazach, każde posągi tak wyglądały. Tralen pokłonił się służebnie przed posągiem z dwojakich powodów: chciał wypełnić polecenie z tabliczki, ale przede wszystkim pragnął wkraść się w łaski Ashy, by dała siłę jemu i jego mistrzowi w tym i nadchodzącym dniu. Przeklęczał ok. minutę i podniósł się z klęczek. Ominął szybko posąg i przeszedł do drzwi za nim. Znalazł się teraz w długim korytarzu. Na obu długich ścianach znajdowały się dziesiątki drzwi, na przeciwległej ścianie majaczył się potężny łuk, z żelaznym drzwiami na których znajdowały się płaskorzeźby. Na jednym skrzydłem była Pajęcza Bogini Życia, na drugim zaś Pajęcza Bogini Śmierci. Za tymi drzwiami znajdowała się kaplica Ashy, gdzie nieumarli mogli wielbić swą boginię. Pozostałe drzwi prowadziły do biblioteki, sal medytacji, czy pokoi w którym przebywali kapłani. Duchownymi ożywieńców były lisze, zmarli czarodzieje i kapłani, którzy pragnąc nieśmiertelności, obłożyli się „klątwą”, i po śmierci przybrali formę liszy. Najczęściej kapłani Ashy to kościotrupy i żywe trupy (lub jedno i drugie) z duszami czarodziejów. Potężniejsi magowie mogą przybrać formę ducha, gardząc ciałem. Tacy lisze są zwykle dopuszczeni do zapoznania się z niektórymi zaklęciami magii mroku. Stają się wtedy arcyliszami, dzięki czemu mogą zasiadać w radzie świątynnej, która jest tzw. dodatkowym głosem podczas obrad nekromantów. Co prawda zdarzały się przypadki, że arcyliszem stawał się kapłan z ciałem jest to jednak bardzo rzadkie. W radzie są łącznie cztery dodatkowe głosy. Mają je: lisze, wampiry, upiory i kościane smoki (jako jeden) oraz szkielety, ożywieńce i duchy (ten również jest łączony). Mają one siłę ok. dziesięciu głosów nekromantów, lecz wobec setek nieumarłych czarnoksiężników, te głosy nie mają wielkiego znaczenia. Tralen pragnął zyskać przychylność rady w głosowaniu na lorda Hereshu, które miało rozstrzygnąć losy państwa zmarłych: czy staną do wojny z magami ze Srebrnych Miast, czy zapragną z nimi pokoju. Nekromanta spodziewał się, że Aran zyskał poparcie wampirów, głos mięsa armatniego (szkielety, zombie, duchy) i gwardii (upiory, smoki) będzie neutralny, więc dla równowagi musi zdobyć poparcie liszy. Stał więc teraz zniecierpliwiony czekając aż któryś z kapłanów Ashy zwróci na niego uwagę. Nieumarli nie zwracali na niego najmniejszej uwagi. Po pięciu minutach stania, zainteresował się nim jeden z arcyliszy. Podleciał do niego i zapytał:
- Czym mogę służyć panie? – rzekł ze służebnym ukłonem.
Lisze wierzyły w wyższość nekromantów nad nimi. Zmarli czarnoksiężnicy byli w przeciwieństwie do liszy naznaczeni przez Ashę. Pragnąc odpokutować za winy, bo jak uważają brak łaski Pajęczej Bogini to ich złe zachowanie we wcześniejszym życiu, są gorliwymi wyznawcami „Tej która jest Największą”. Tralen zastanawiał się przez chwilę jak sformułować prośbę, rzekł po prostu:
- Zaprowadź mnie przed obliczę rady świątynnej.
Lisz nie wydawał się zaskoczony. Skinął na nekromantę by ten poszedł za nim i bez wahania ruszył korytarzem. Zatrzymali się dopiero przed drzwiami tuż obok wejścia do kaplicy. Kapłan wskazał ręką na odrzwia, a sam odleciał w przeciwnym kierunku. Tralen już miał chwycić za klamkę, kiedy drzwi same otworzyły się przed nim. Wszedł do kolejnego korytarza. Ten był jednak wyjątkowo wąski i ciemny, w przeciwieństwie do tego w którym znajdował się poprzednio. Nekromanta powoli ruszył przed siebie. Korytarz wił się i skręcał nieustanie prowadząc w dół. Na początku nieumarły próbował zapamiętać wszelkie zakręty, jednak po dwóch minutach marszu, zupełnie się pogubił. Mając nadzieję, że nie napotka na żadne rozwidlenia, parł nieustannie do przodu. Po ok. dziesięciu minutach drogi zobaczył światło. Sączyło się ono z za zakrętu korytarza . Niepewny co może być za rogiem, Tralen, z przygotowanym magicznym pociskiem wyskoczył na łuk. Jego napięcie zniknęło bez śladu. Stał w drzwiach do ośmiobocznej Sali z potężnym stołem na środku. Miał on kształt prostokąta, był wykonany z kamienia, pokrytego płaskorzeźbami. Przy stole stało siedem krzeseł, na których zasiadali arcylisze. Nekromanta stał właśnie przed obliczem rady świątynnej.
Onieśmielony powoli ruszył przed siebie. Siedem par oczu wpatrywało się w niego twardym wzrokiem. Tralen stanął przed stołem i skłonił głowę. Arcylisze odpowiedzieli mu tym samym. Wyraźny lider rady siedzący po środku stołu powstał i powoli przemówił:
- W przeddzień rady która zadecyduje, czy cały Heresh pogrąży się w wojnie czy wyciągnie rękę ugody do naszych dawnych braci, młody nekromanta staje przed obliczem rady świątynnej by zyskać nasz głos po swojej stronie. Pytanie tylko, po której stronie on stoi. – po tych słowach arcylisz uniósł widmowe brwi wyczekując odpowiedzi.
- Kapłani Najwyższej! Pragnę zapewnić, że pragnę pokoju i wiedzcie, iż nie zamierzam was przekupywać, a jedynie przedstawić swój punkt widzenia. Mam argumenty które wg. mnie świadczą, że pokój jest najlepszym rozwiązaniem.
Tralen zamilkł oczekując reakcji rady. Czas mijał, a arcylisze wciąż milczeli. W końcu ponownie odezwał się najwyższy z rady.
- Wiemy, że trwa konflikt. Magowie doskonale wybrali moment by uderzyć. Teraz kiedy Heresh jest w rozdarciu nikt nie zauważył, że ich agenci znajdują się wśród nas. – widząc zdziwienie na twarzy nekromanty powiedział – Tak, dobrze powiedziałem. Przekupieni nekromanci i zakamuflowani magowie spiskują, starając się sprowadzić konflikt na odpowiadające im tory. Uderzą, gdy granica pomiędzy utarczką słowną, a zbrojnym starciem między nekromantami, stanie się niezauważalna. Bitwa w sali obrad będzie decydującym bodźcem do podjęcia decyzji: wojna lub pokój. Przedstaw swoje argumenty, byśmy mogli podjąć decyzję.
- Wojna może przynieść tylko cierpienie. – zaczął bez ogródek – Przyniesie śmierć ostateczną wielu tysiącom nieumarłych nawet jeśli odnieślibyśmy zwycięstwo. A w momencie gdy przegramy cała nasza nacja, cały długowieczny dorobek pójdzie na marne. Znikniemy z powierzchni ziemi. Heresh będzie tylko miejscem, pustym miejscem, a nieumarli przejdą do historii Ashan. Pokój zaś da nam możliwość stworzenia lepszej przyszłości nie tylko dla nas, ale też dla całego kontynentu. Pomyślicie o największej potędze znanego nam świata! Srebrne miasta i Heresh ramię w ramię jako najpotężniejsze państwo! Jest to jednak możliwe tylko jeśli między nieumarłymi, a magami zapanuje pokój. A więc, szacowni arcyliszowie, co wybieracie: rychłą zagładę Hereshu, czy pokój mogący doprowadzić do ponownego połączenia się dwóch państw?
Tralen zamilkł, oczekując reakcji. Arcylisze patrzyli po sobie w niemej dyskusji. Po około piętnastu minutach ponownie odezwał się najwyższy radny:
- Młody nekromanto, twe słowa są mądre i słuszne. Zarówno w kwestii pokoju jak i wojny miałeś rację. Po rozważeniu twoich argumentów rada podjęła decyzję… - odczekał stosowną chwilę i rzekł – głos liszy padnie na kandydata dążącego do pokoju.
Tralen miał ochotę krzyknąć z radości. Udało mu się przeciągnąć na swoją stronę radę świątynną, a dla niego był to nie lada wyczyn. Już miał wyjść, gdy spostrzegł, że arcylisz ma coś jeszcze do powiedzenia.
- Chłopcze, nawet jeśli udało ci się przekonać nas do pokoju, to ten głos nic nie będzie znaczył gdy nie będzie na kogo zagłosować. Magowie będą próbowali pozbyć się najgorliwszych zwolenników rozejmu. Nie dopuść by ci, którzy mogą odwieść nekromantów od wojny zginęli ostatecznie. Musisz powstrzymać czarodziejów.
Po tych słowach gestem ręki nakazał odejść Tralenowi. Nieumarły biegiem przebył oba korytarze i wyszedł ze świątyni. Stanął w drzwiach zastanawiając się od którego miejsca zacząć. Po chwili w jego głowie rozległ się miękki damski głos : Szukaj w miejscach zbyt oczywistych. Młody nekromanta nie zastanawiając się nad pochodzeniem głosu ruszył w stronę cmentarzysk – odpowiednika dzielnic biedot w ludzkich miastach. Nie musiał długo szukać. Zobaczył podejrzanego czarnoksiężnika i postanowił go śliedzić.
To be continued...