Witaj na polskim forum poświęconym sadze Heroes
of Might and Magic. Zarejestruj lub zaloguj się:

Pamiętaj:
0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Strony: 1 2 [3]    Do dołu Wyślij ten wątek Drukuj
Lektury szkolne (Czytany 12505 razy)
Niebieskooki Smok

*

Punkty uznania(?): 7
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 113


Zobacz profil
« Odpowiedz #30 : 05 Grudzień 2012, 19:39:05 »
Cytuj
Tutaj pewnie mnie skrzyczycie, ale Mały Książę - nienawidzę tej książki . Ta symbolika ukryta w każdym słowie i przepaskudna nadinterpretacja. Fuj...

MiSi szczerze to i ja się w gimnazjum z tą knigą męczyłem. Wydawała mi się nudna i infantylna, jednak po głębszym wczytaniu zrozumiałem, że to bardzo życiowa i poważna książka w której to właśnie symbolika zakryta płaszczem dziecinności zrobiła na mnie wielkie wrażenie; w latach gimnazjalnych nie miałem pojęcia, że w jednym utworze można zawrzeć właściwie dwie opowieści. A już rozmowa z pijakiem i Małym księciem rozłożyła mnie na łopatki rozbawiając i zasmucając zarazem. MiSi nie będę Cię zmuszał ale wczytaj się właśnie w tą symbolikę zawartą w Małym księciu.  ;)


IP: Zapisane
Ptakuba
Sołtys Anduiny

*

Punkty uznania(?): 0
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1 534


Multikonto Martina

Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #31 : 06 Grudzień 2012, 00:06:54 »
Nie odnoszę się do dyskusji tylko do samego tematu.

Kiedyś czytałem wiele książek z chęcią. Potem przyszli "Krzyżacy" jako lektura. Wtedy straciłem wiarę w literaturę i skończyłem swą przygodę z nią. No, jakieś tam wyjątki były. Ale niewielkie.

Pierwsze, co najlepsze, to Mały Książę. Małe, czytelne, a z treścią, która jest o czymś. Forma taka, żeby treść była wyeksponowana, a treści jest w sam raz i są to treści, które uczą wartości.

W liceum przychodzą rzeczy bardziej przemyśleniowe. Dziady najlepsze. Ale te porządne Dziady, a nie bajka o życiu w dawnych czasach i o wywoływaniu duchów. Autentycznie, Mała i Wielka Improwizacja imponowały mi gdy je czytałem i inspirowały. To jest coś.

Dalej, Zbrodnia i Kara. Nie przeczytałem. Żałuję. Muszę przeczytać. Psychologia mordu w względnie słusznej sprawie. Czego chcieć więcej?

Było jeszcze coś, co mnie ciekawiło, ale nie pamiętam, bo autentycznie od czasów Krzyżaków nie potrafię uwierzyć w to, że książka, którą mam w ręce, nie zawiedzie mnie i nie zmarnuje mojego czasu, nawet jeśli właściwie jestem tego w pełni świadom. Potop był całkiem fajny z tego co wiem, wielowątkowa opowieść o zmianie i życiu wyklętego bohatera. Lalka, również wielowątkowa historia, bardziej pełna przemyśleń, bardziej filozoficzna. W ogóle Prus zawsze spoko. Dżuma o naturze zła, czyli przesłanie znakomite. Trochę fajnych dramatów, przykładowo Makbet, lubię zawsze motyw samospełniających się przepowiedni (bo jeśli nie traktować słowa "przepowiednia" zbyt dosłownie, to często w życiu prawdziwym się to pojawia), groteskowe rzeczy (ale nie mam na myśli Ferdydurke, którego wyśmiałem i którym wzgardziłem szczerze, choć z głębokiej siłowej interpretacji wynika że treść fajna, jednak zupełnie nieprzystępna). Więcej teraz sobie chyba nie przypomnę. Aha, no jeszcze z bardzo dawnych czasów Ten Obcy strasznie mi się podobał (o tym przypomniałem sobie pisząc następny akapit, ah uroki pisania cyfrowego).

Co najgorsze? Z dawnych czasów potworne i żenujące Dzieci z Bullerbyn i Ania z Zielonego Wzgórza. Na zawsze zapamiętam to jako banał i beznadzieję.
W czasach późniejszych oczywiście bez wątpienia Krzyżacy. Syzyfowe Prace. Ogólnie Żeromskiego nienawidzę. Nienawidzę wszelkiej literatury, której jedynym wątkiem jest patriotyzm, pewnie ze względu na poglądy, zwyczajnie uważam że to beznadziejna płycizna. Lubię literaturę, która jest uniwersalna (Potop wbrew pozorom zdaje tu egzamin całkiem nieźle). Wiem też, że beznadziejnie zawiódł mnie Pan Tadeusz, ogromny przerost formy nad treścią zwłaszcza na początku, co odstrasza. Ale tu nie mówię że jest to złe dzieło, nie umniejszam znakomitemu kunsztowi i całości epopei właściwie, po prostu osobiście się zawiodłem.


IP: Zapisane
Wioska Anduina - moja piaskownica. Zapraszam wszystkich.

"My tutaj jedziemy na zgryzocie, problemach z dzieciństwa i pasywnej agresji."
Hellscream, 10 czerwca 2015
Finarfin

***

Punkty uznania(?): 0
Offline Offline

Wiadomości: 5

Zobacz profil
« Odpowiedz #32 : 19 Sierpień 2013, 13:45:50 »
Jestem przeciwnikiem zmuszania ludzi, w tym dzieci, do czytania. Uważam, że przymus zabija przyjemność czytania i często prowadzi do tego, że czytelnik nie docenia wartości dzieł. A najbardziej męczyło mnie analizowanie dzieł z pozytywizmu i Młodej Polski, z paroma wyjątkami.

Lubiłem książki: "Chatka Puchatka", "Dzieci z Bullerbyn", "Ania z Zielonego wzgórza", "Ten obcy", "Makbet", "Moralność pani Dulskiej" i "Tango", a także bajki Krasickiego i dzieła Fredry. Uważałem je za ciekawe, wciągające, lekkostrawne i - poza Makbetem - zabawne.

Nienawidziłem "Syzyfowych prac", "Ludzi bezdomnych", "Siłaczki", "Chłopów", "Granicy", "Naszej szkapy", "Przedwiośnia", Trylogii Sienkiewicza. Były nudne, męczące, ciężkostrawne i nieciekawe, zarówno tematykę, jak i formę miały ciężką. W ogóle do dziś nie cierpię Żeromskiego i Nałkowskiej - uprzykrzają życie młodzieży.

Miałem mieszane uczucia wobec "W pustyni i w puszczy" - z jednej strony egzotyka i ciekawe okoliczności przyrody, przygody Stasia i Nel, z drugiej strony rozwlekłość, nadmiar opisów, podkreślanie chrześcijaństwa Stasia, jego oporu wobec przejścia na islam i nawracanie Murzynów, podkreślanie wyższości cywilizacji europejskiej i chrześcijańskiej - to mnie mdliło. Niemniej, ekranizację z 1973 oglądało mi się bardzo dobrze, bo to, co było ciekawe i dobre w książce, wyeksponowano, a ciężkie elementy okrojono i uczyniono łatwiejszymi do przełknięcia.


« Ostatnia zmiana: 19 Sierpień 2013, 13:48:48 wysłane przez Finarfin » IP: Zapisane
Piratka

*

Punkty uznania(?): 0
Offline Offline

Wiadomości: 1

Zobacz profil
« Odpowiedz #33 : 13 Wrzesień 2014, 17:02:46 »
Skończyłam już szkoły, lecz pamięć głupich bądź/oraz nudnych lektur, do których przerabiania mnie zmuszano, wciąż trwa.

Ja osobiście lubię większość lektur szkolnych. Czasami mam jednak wrażenie, że do ich listy wpisano wiele książek słabych, infantylnych, głupich, naiwnych oraz niewiarygodnie wręcz nudnych. Moim zdaniem taka przymusowa lektura może zniechęcić młodych ludzi do czytania, ale też zachęcić. Wśród najgorszych lektur mojego życia można wymienić: "Syzyfowe prace"- pozbawiony akcji tasiemiec, w którym absolutnie nic się nie dzieje, najnudniejsza książka świata (nawet według mojej babci ;D) ;"Puc, Bursztyn i goście"- książka nudna, opowiadająca o bandzie zantropomorfizowanych psów, lektury tej chyba nikt nie lubi, nawet poloniści, bo książka jest pozbawiona przesłania; "Krzyżacy"- u mnie w klasie przeczytało to 5 osób w tym ja, nie było by takie straszne gdyby nie ciągnąca się akcja (przez prawie 100 stron Zbyszko siedzi w lochu i myśli o Danusi); "Stary człowiek i morze" książka ma u mnie sporego minusa z powodu rażących biologicznych błędów (delfin nie jest rybą) oraz fabuły opowiadającej o znęcaniu się nad zwierzęciem- to co dla innych jest walką z samym sobą, dowodem odwagi, etc. dla mnie jest zwykłym bestialstwem. Z drugiej strony płotu stoją takie książki jak: "Hobbit"- wszystkim się zawsze podoba, młodzi ludzie zaciekawiają się literaturą fantasy, książka jest dostosowana do wieku; "Robinson Cruzoe" i "W pustyni i w puszczy"- książki uczą takich wartości jak odwaga, wytrwałość, wiara we własne siły i przyjaźń; "Mały Książę"- mądra książka o życiu, posiada drugie dno (…)
Wśród najgorszych : "Syzyfowe prace"- popieram. „"Stary człowiek i morze" Na szczęście wielkie udało mi się tego czegoś nie przeczytać. „Hobbit"- wszystkim się zawsze podoba” skąd to wiadomo? Mnie się nie spodobało. „W pustyni i w puszczy” jakoś się udało przeczytać jeszcze przed szkołą i powiedzmy że załóżmy do czytania się nadaje za to „Robinson” jest badziewiarstwem nudnym jakich mało. „Mały książę” – zdało mi się raczej nudne i do tego przykre. „Wiedźmin” już sam tytuł mnie odstręcza.

Największe syfy jakie do tej pory musiałem przeczytać to "Tajemniczy Ogród", książka o hindusce, która znajduje zapuszczony ogród i wraz z niepełnosprawnym chłopcem Dickiem (nie wiem jaką trzeba być fujarą aby dać tak na imię swojemu dziecku) i jeszcze "Ania z Zielonego Wzgórza" jeszcze nudniejsze od "Ogrodu" chyba wszyscy wiedzą co to, ale przyzwoitość każe mi napisać, że jest to książka o dziewczynie Ani, która farbuje sobie włosy na zielono i wyczynia jeszcze gorsze głupoty w dworku Cuthbertów i poza nim i wiecznie powtarza "Och, jakie by to było romantyczne"; nigdy nie strawię tych książek.
„Największe syfy” o jak pięknie, nie wypowiadam się na temat Twych gustów (de gustibus disputandum non est) lecz pierwszy raz widzę równie mało fachowe omówienie „Tajemniczego ogrodu”. Jaka niby „Hinduska”? Głowna bohaterka Marysia Lennox przyszła na świat w Indiach (podobnie jak Kipling czy Orwell) lecz miała angielskich rodziców i była Angielką. Kiedy po jej przybyciu do Anglii (rodzice ją osierocili) miejscowa służąca naiwnie wyznała, iż początkowo wzięła ją za Hinduskę, Marysia obdarzyła ją porcją obelg, którymi nauczyła się znieważać swoją indyjską nianię. Tak bowiem była wychowaną, że traktowała wszystkich a zwłaszcza służbę z nienawiścią sytych do głodnych, stopniowo wszakże zostawioną będąc samopas w dworze wuja w Yorkshire zaczęła odkrywać że to też ludzie. Ogród, który odkryła, nie był „zapuszczony” (potajemnie opiekował się nim stary ogrodnik Ben) tylko zamknięty z woli jej wuja (tam bowiem tragicznie zmarła ciocia). Dick wcale nie był „niepełnosprawny” (wręcz przeciwnie, okaz zdrowia i w ogóle), zapewne mylisz go z Colinem, kuzynem Marysi, rozkapryszonym paniczem chorym z urojenia (synem owych wuja i cioci). O co Ci chodzi z tym imieniem Dicka? Że w angielskim slangu rzeczownik pospolity „dick” funkcjonuje jako obelga? Czy było tak w epoce pisania książki, wątpię. Dick z dużej litery jest zdrobnieniem od imienia Ryszard, znaczącego po staroangielsku „bogaty i potężny”. Wreszcie budowa zdania wygląda dziwnie, bez zakończenia wątku Ogrodu przechodzisz do Ani Z Zielonego Wzgórza. Przygody Ani nie sprowadzają się wyłącznie do farbowania włosów czy wyczyniania „głupot”, ale to już inna historia.

kilkunastostronicowy shit Mickiewicza coś o rycerzach, no bo ludzie! Jak mam cokolwiek się wyluzować czytając coś co jest wmiętolone niewiadomo co i w dodatku zwierszowane.
To ma być zarzut? Mickiewicz przynajmniej umiał zrymować. Ciśnie się cytat „Początek to ci mogę powiedzieć, bo ktoś to poezją pisał.” http://www.zmiennicy.com/forum/viewtopic.php?id=1136

Eee to u mnie jak wrócę z praktyk to klasa będzie dalej przerabiać "Lalkę". Z czego najlepsze jest to, że 99% klasy jej nie przeczytała ;D Sam miałem zamiar się za nią wziąć, jednak miałem na to może tydzień po poprzedniej lekturze i nagle w weekend patrzę, że mam "Lalkę" przeczytać na poniedziałek :>
Prusa nie cierpię nie znoszę po prostu  a zwłaszcza Lalki.

Dla mnie czytanie lektur (zwłaszcza dzieł Żeromskiego) było wielką męką
Dokładnie.

„Quo Vadis czyta się dużo lepiej niż Krzyżaków. Pomijając już okropną stylizację, Swetoniusz(czy jak mu tam było) jest świetną postacią.”
Chyba Petroniusz.

Nienawidziłem czytać i nienawidzę to teraz, chociaż zdarzały się książki które wspominam dobrze, są to: Ten Obcy, Dzieci z Bullerbyn, Chłopcy z Placu Broni - to książki z podstawowej klasy.
Dzieci z Bullerbyn fajowe, Chłopcy też dobrzy choć mogliby kończyć się lepiej, zaś Ten Obcy był i jest dla mnie jakimś nieporozumieniem.

Mały Książę - nienawidzę tej książki
Ja też.

Ogólnie Żeromskiego nienawidzę.
Ja też. Lecz nie „za patriotyzm” a przeciwnie – za opluwanie Polski („Rozdziobią nas kruki” wizja Powstania Styczniowego mająca nic wspólnego z rzeczywistością czy „Popioły”). Za jego styl nudny do mdłości takoż.

Jestem przeciwnikiem zmuszania ludzi, w tym dzieci, do czytania. Uważam, że przymus zabija przyjemność czytania i często prowadzi do tego, że czytelnik nie docenia wartości dzieł. A najbardziej męczyło mnie analizowanie dzieł z pozytywizmu i Młodej Polski, z paroma wyjątkami. (…) Nienawidziłem "Syzyfowych prac", "Ludzi bezdomnych", "Siłaczki", "Chłopów", "Granicy", "Naszej szkapy", "Przedwiośnia", Trylogii Sienkiewicza. Były nudne, męczące, ciężkostrawne i nieciekawe, zarówno tematykę, jak i formę miały ciężką. W ogóle do dziś nie cierpię Żeromskiego i Nałkowskiej - uprzykrzają życie młodzieży.
Podpisuję się wszystkimi rękami i nogami, zwłaszcza Żeromski (fizys jak żywa reklama denaturatu, pisaniny też w tym guście) i Nałkowska (pomijając to że należała do „KRN”, w „Medalionach” nazwała Auschwitz „polskim obozem śmierci” !!!). Jedynie co do Trylogii mam wątpliwości – oczywiście jest miejscami kłamliwa – nienawidzący swych poddanych Jan Kazimierz jako dobry i mądry król; Jarema Wiśniowiecki w roli wielkiego wodza (jego ucieczka spod Piławiec przedstawiona niemalże jako bohaterski wyczyn) etc. - ale żeby nudna?


IP: Zapisane
Ewelina1919

*

Punkty uznania(?): 0
Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 2

Zobacz profil
« Odpowiedz #34 : 13 Marzec 2018, 13:52:13 »
Ja już na szczęście mam ten etap za sobą. Ale jeszcze pamiętam te męczarnie z niektórymi lekturami :p na szczęście ktoś mądry wymyślił coś takiego jak ściągi i streszczenia :D


IP: Zapisane
Chcesz dowiedzieć się więcej o depilacja laserowa Vectus w Gdańsku? Zapraszam
Sokolvip

*

Punkty uznania(?): 0
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 10


Zobacz profil
« Odpowiedz #35 : 21 Marzec 2018, 00:21:48 »
Swego czasu czytałem bardzo dużo książek w szkole, czytałem też lektury w podstawówce. Jednak im dalej w tok nauczania tym bardziej te lektury mnie odpychały. Większość była po prostu nudna, zapchana patriotyczno-wojennym bełkotem który niczym się nie różnił od poprzedniej. Jedyne lektury jakie dobrze wspominam z czasów gimnazjum-liceum to "Krzyżacy" i "Antygona". Jakoś te lektury w podstawówce nie były złe i dało się je czytać. "Dzieci z Bulerbyn", "Chłopcy z placu Broni", "Hobbit", "W pustyni i w puszczy" wszystkie te książki miały jakieś przesłanie i były ciekawe. Osobiście uważam, że wykaz lektur nie powinien istnieć w takiej formie. Ministerstwo powinno zmieniać część lektur zgodnie z tym jak wychodzą nowe dzieła literackie. Pozwoliłoby to zachęcić ludzi do czytania i wpasowywałoby się w trendy literackie. Komu by przeszkadzało gdyby dzieciaki w wieku gimnazjalnym (teraz 7-8 podstawówka) czytałyby Harrego Pottera czy Opowieści z Narni? A licealiści Sapkowskiego czy Dana Browna?


IP: Zapisane
Sylú
książe Szlezwiku, hrabia Esbjerg

*

Punkty uznania(?): 17
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1 232


Doświadczenie jest najlepszym nauczycielem.

Zobacz profil
« Odpowiedz #36 : 21 Marzec 2018, 15:13:42 »
Lektur nie ma czytać się dla przyjemności. Szkoła to nie czas na rozrywkę. Oczywiście miło by było, gdyby nauka była przyjemnością. Jednak wciąż jednym z zadań lektur jest między innymi nakreślić kontekst epoki, jaka jest aktualnie omawiana na lekcjach. A przez większość nauki raczej omawia się dawne epoki. Więc ostatecznie na te "dzisiejsze" lektury i tak by nie było dużo miejsca.


« Ostatnia zmiana: 21 Marzec 2018, 20:26:03 wysłane przez Sylú » IP: Zapisane
Cytuj
Nigdy nie ogarniam czy Sylath żartuje, nie ogarnia, czy udaje, że żartuje, a tak naprawdę nie ogarnia. Albo udaje, że nie ogarnia, a żartuje.
- Unkown
humanvirus

*

Punkty uznania(?): 0
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1

Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #37 : 17 Maj 2018, 14:16:15 »
Zauważyłem, że do niektórych lektur trzeba dorosnąć, żeby je zrozumieć. Młody człowiek lubi się buntować, to i młodzi mało chętnie czytają lektury, do których są notabene zmuszani. Po swoim przykładzie zauważyłem także, że gdy sam sięgnąłem już w wieku dorosłym po lekturę, to interesowała mnie ona o wiele bardziej niż w wieku licealnym czy gimnazjalnym. Gdy samemu się je czyta, nabierają nowego wymiaru. :)


IP: Zapisane
sybille

**

Punkty uznania(?): 0
Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3


Zobacz profil
« Odpowiedz #38 : 09 Listopad 2018, 09:23:32 »
Swego czasu czytałem bardzo dużo książek w szkole, czytałem też lektury w podstawówce. Jednak im dalej w tok nauczania tym bardziej te lektury mnie odpychały. Większość była po prostu nudna, zapchana patriotyczno-wojennym bełkotem który niczym się nie różnił od poprzedniej. Jedyne lektury jakie dobrze wspominam z czasów gimnazjum-liceum to "Krzyżacy" i "Antygona". Jakoś te lektury w podstawówce nie były złe i dało się je czytać. "Dzieci z Bulerbyn", "Chłopcy z placu Broni", "Hobbit", "W pustyni i w puszczy" wszystkie te książki miały jakieś przesłanie i były ciekawe. Osobiście uważam, że wykaz lektur nie powinien istnieć w takiej formie. Ministerstwo powinno zmieniać część lektur zgodnie z tym jak wychodzą nowe dzieła literackie. Pozwoliłoby to zachęcić ludzi do czytania i wpasowywałoby się w trendy literackie. Komu by przeszkadzało gdyby dzieciaki w wieku gimnazjalnym (teraz 7-8 podstawówka) czytałyby Harrego Pottera czy Opowieści z Narni? A licealiści Sapkowskiego czy Dana Browna?

Z tego co się orientuje, za czasów mojego gimnazjum, któraś klasa omawiała dodatkowo właśnie Opowieści z Narni :)

Ja sądzę, że zbyt wiele czasu poświęcamy starożytności, a nowożytność jest omawiana po łebkach. Więc czasu powinno się obecnym czasom poświecać moim zdaniem :)


IP: Zapisane
W walce ze zmarszczkami postaw na dermokosmetyki. Dlaczego? Przekonaj się http://www.alinarose.pl/2015/10/od-kiedy-krem-przeciwzmarszczkowy-i-co.html
Strony: 1 2 [3]    Do góry Wyślij ten wątek Drukuj 
 



© 2003 - 2018 Tawerna.biz - Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikowanie jakichkolwiek elementów znajdujących się w obrębie serwisu bez zgody autorów jest zabronione!
Heroes of Might and Magic i powiązane z nimi loga są zastrzeżonymi znakami handlowymi firmy Ubisoft Entertainment.
Grafiki i inne materiały pochodzące z serii gier Might & Magic są wyłączną własnością ich twórców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.
Powered by SMF 2.0 RC1.2 | SMF © 2006–2009, Simple Machines LLC | Theme by jareQ
Strona wygenerowana w 0.047 sekund z 20 zapytaniami.
                              Do góry