Fabuła kampanii w Heroes I
♦ Opublikowany: 05.08.2014 o 21:20
♦ Czytany: 4985 razy
♦ Opracowany przez: Laxx
 

Fabuła kampanii
w Heroes of Might and Magic I



 
 

 

W grze Heroes of Might and Magic I: A Strategic Quest fabuła jest bardzo prosta i zrozumiała: czworo ambitnych bohaterów ma aspiracje do zawładnięcia kontynentem, na którym się znajdują. Taki stan rzeczy może oznaczać tylko jedno - wojna między nimi to tylko kwestia czasu. Tylko jeden z herosów może stać się władcą Enroth a reszta będzie musiała się pogodzić z porażką. W grze kampanijnej możemy jako gracze opowiedzieć się po stronie jednego z następujących bohaterów:

 

 

Lord Ironfist jest dzielnym Rycerzem, Lord Slayer wojowniczym Barbarzyńcą, Królowa Lamanda piękną Czarodziejką a Lord Alamar potężnym Czarnoksiężnikiem. To, kogo wybierzemy zależy tylko od nas.

 

Pierwsza część gier z serii HoMM okazała się być bardzo ważna, ponieważ stanowiła dla autorów sagi "podłoże", na którym były budowane kolejne części. Jak jednak powszechnie wiadomo, nad wszystkimi Lordami i Królową Lamandą zwycięża Lord Morglin Ironfist a tym samym staje się królem Enroth.

 

Szczerze mówiąc, właśnie w tym momencie kończy się fabuła Heroes I. Jednak twórcy gry postanowili stworzyć listy Lorda Ironfista, z których można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy na temat przygód, które go spotkały po przybyciu do Enroth. Ich treść pozwolę sobie przytoczyć poniżej:

 

 
 

 

Listy Lorda Ironfista*

 

 

23 dzień miesiąca Kruka, rok 632.

 

Pozdrowienia dla mego wielkiego i szczodrobliwego władcy, Króla Ragnara od jego wiernego kuzyna – lorda Ironfista.


Już trzydzieści dni minęło od czasu, gdy przekroczyłem Varnalu tajemniczą bramę na wzgórzach, przenosząc się do tej dziwnej i nieznanej krainy. Pragnę, mój drogi panie i kuzynie, dać w tym liście odpór pewnym szpetnym pogłoskom na mój temat, którym – jak się obawiam – mogłeś uwierzyć. Czyn Guthberta, czarnoksiężnika, który nastawał na twoje życie, wstrząsnął mną do głębi. Doszło mych uszu, jak łotr ten, torturowany i dręczony bólem, zaraz po tym jak odjąłeś mu ręce, wykrzyczał me imię, jako jego mocodawcy. Drogi kuzynie, zraniło mnie, żeś uwierzył w te słowa. Nierozsądną wydaje się myśl, bym porwał się na twe życie w przypływie zazdrości o piękną Ewinę, którą raczyłem uczynić swą królową, a którą kocham, jak wiesz przecież, szczerze i mocno. Ten łajdak Guthbert najpewniej sfałszował odcisk mej pieczęci na listach odkrytych w jego komnacie. Choć złoto, które przy nim znaleziono należy do mnie, to nie wiem jak Guthbert znalazł się w jego posiadaniu. Jakieś ciemne siły chcą zrzucić mnie na mnie winę za tą podłą zbrodnię.

 

Odwołuję się do twego zaufania w tej kwestii.

 

Ogarnia mnie szczery smutek na wieść, że twoi baronowie chcą mnie pochwycić i uwięzić. Boli mnie, gdy słyszę, że oto chowam się tchórzliwie gdzieś pośród wzgórz Varnalu, by uciec przed sprawiedliwością. Wybrałem sie tam na łowy, drogi kuzynie – uciekam jedynie przed skwarem lata, w towarzystwie kilku zaufanych osób. Rodzinne klejnoty wziąłem zaś dla pewności, że będą bezpieczne, gdyż ciężko jest w dzisiejszych czasach ustrzec sie przed złodziejami, a służbie trudno jest zaufać gdy nie ma nad sobą pana.

 

Trafiłem tutaj w dość ciekawy sposób. Wędrując wzdłuż granicy twego królestwa, natknąłem się wraz z towarzyszami na dość wąską przełęcz. Skoro tylko na nią weszliśmy, zewsząd otoczyło nas dziwne światło.

 

Gdy znikło, chcieliśmy wrócić, lecz przeszkodziła nam jakaś niewidzialna bariera. Mimo wysiłków, nie zdołaliśmy jej sforsować.

 

 

 
 

Kontynuowaliśmy więc naszą podróż i zeszliśmy ze wzgórz w dziwną i nieznaną krainę. Wszystko było tam inne. Słońce, miast być czerwone, miało barwę żółtą. Przedmioty zdawały się spadać wolniej w wilgotnym powietrzu.


Przez dni wędrówki nie natknęliśmy się na jakikolwiek ślad świadczący o tym, by ktoś panował nad tą ziemią i ustanowił na niej jakieś nieznane nam prawa. Były to bezdroża, dzikie i nie splamione ręką myślącej istoty.


Natychmiast, mój kuzynie, pomyślałem, że oto nadarza sie sposobność byś rozciągnłą i tutaj swe panowanie. Postawiłem więc słupy graniczne i opatrzyłem je twymi sztandarami, by oznajmiały w twoim imieniu, że kraina ta, jak daleko wzrok sięga, należy do ciebie. Przyjmij proszę ten dar jako wyraz rodzinnego oddania i puść mimo uszu pogardliwe plotki, które mnie szkalują.


Drogi kuzynie i władco, po wielu dniach wędrówki postanowiłem wrócić i zdać relację o mych zdumiewających odkryciach. Chciałem uczynić to osobiście, tak byś nie dowiedział się o tym z ust innych baronów. Niestety, mój panie, brama jest wciąż zamknięta. Postawiłem obok niej słup, na którym zostawię ów list, a także inne, opisujące me odkrycia w tej dziwnej krainie. Zdam w nich relację z mej służby dla ciebie.

 


Przekaż proszę wyrazy mej pokornej czci dla uroczej, delikatnej i ukochanej Królowej Ewine. Powiedz jej, że myślę o niej każdego ranka i każdej nocy i życzę jej szczęścia u twego boku. Oddany tobie - Ironfist

 

 

4 dzień miesiąca Ważki, rok 632.

 

Mój drogi panie, królu Ragnarze.

 

Już ponad miesiąc minął jak wysłałem w okolice tajemniczej bramy mą ostatnią wiadomość. Pozostawiłem tam zaufanego człowieka w nadziei, że gdy bariera zniknie, doniesie Ci on o mej wierności oraz rozmiarach Twych nowych włości. Tymczasem przeniosłem swą kwaterę ze wzgórz do odległej o dwanaście mil doliny pełnej zwierzyny, potężnych drzew i wartkich strumieni.

 

Z początku myślałem, że to dziwne miejsce pozbawione jest dwunożnych, obdarzonych mową istot. Dniami całymi zastanawiałem się co robić dalej, skoro potwierdzają się me przypuszczenia. I oto siódmego dnia pobytu w dolinie z la- su wyłonił się jakiś zbłąkany wieśniak, a ja zobaczyłem w nim pierwszego Twego poddanego na tej nowej ziemi.

 

Natychmiast rozkazałem mu wyciąć nieco drzew i obsiać ziemię zbożem, by był z tego chleb, lecz krnąbrny był, jak to pospólstwo ma w zwyczaju. Uznałem w końcu za konieczne, by zniżyć się do jego poziomu i rozmówić się z nim osobiście. Mieliśmy bowiem wielki problem. Polegał on na tym, że moi współtowarzysze, jak na prawdziwych rycerzy przystało, nie śnili nawet o tego typu robocie, a ów wieśniak uparcie uchylał się od pracy. Z początku miałem wielką ochotę po prostu go zabić, lecz uświadomiłem sobie, że nie przeżyjemy następnej zimy, o ile tutaj bywają zimy, jeśli się z nim nie ułożymy.

 

Zapytałem go, gdzie przebywają jego ziomkowie, gdyż po- trzeba nam tutaj rąk do pracy. Targował się długo nim wy- jawił sekret. Ostatecznie jednak dobiliśmy targu i zapłaciłem mu, a on wtedy rzekł tajemniczo:

 

„Przyjdą, gdy to wybudujesz".

 

Szlag mnie trafił gdym to usłyszał i już chciałem zamknąć mu usta na zawsze lecz on widząc, co się święci wyjaśniać począł całą sprawę.

 

Następne dni spędziliśmy na budowie chat. Trzeba było trochę wysiłku, by przekonać mych ludzi, że nie pracują jak pospólstwo, a jedynie czynią zwykłe obozowe przygotowania, jak to wojsko ma w zwyczaju. Logika tego wywodu trafiła tylko do części z nich. Resztę po prostu przekupiłem swymi klejnotami, jak wiadomo w ich blasku każda praca nabiera godności.

 

Nazajutrz po skończeniu roboty jutrznia zastała mnie i mój namiot w towarzystwie czegoś na kształt delegacji wieśniaków, błagających mnie bym pozwolił im osiedlić się w wybudowanych siedzibach.  

 

Myślałem długo nim dałem im odpowiedź. Rzekłem im, że mogą znaleźć schronienie na mojej ziemi o ile tylko pamiętać będą o swym lennym obowiązku. Mają uprawiać ziemię, płacić dziesięcinę i walczyć, gdy zajdzie potrzeba. W zamian oferuję im swój oręż jako gwarancję bezpieczeństwa. Natychmiast się zgodzili. Złożyliśmy podpisy pod umową i dobiliśmy targu. Jeszcze tego samego dnia wieśniacy wprowadzili się i rozpoczęli pracę.

 

Dało mi to do myślenia i ponownie zwróciłem się o radę do naszego przebiegłego chłopa.

 

Idąc za jego słowami rozpoczęliśmy budowę chat ze słomy oraz patyków. Trochę to kosztowało, lecz w międzyczasie skarbiec zasiliły pieniądze w postaci podatków ściąganych z moich nowych poddanych, choć nie było tego wiele, ot trochę miedziaków. Gdy ukończyliśmy budowę, ku mojemu najwyższemu zdumieniu, z okolicznych lasów ściągać zaczęły watahy goblinów i orków gotowych do służby w zamian za wikt i opierunek.

 

Również i z nimi zawarliśmy lenne porozumienie. 

 

Szczerze mówiąc, mój drogi kuzynie, były to głupie kreatury, które potrzebowały silnej ręki, zdolnej nimi kierować. Niezdolne o siebie zadbać wiecznie szukały jakiegoś pana, który roztoczyłby nad nimi opiekę. Głośno rościły sobie prawo do rzeczy, które zapewnić jest w stanie tylko ich przywódca. Czyniłem więc zadość im potrzebom, a oni uważali mnie za wszechmogącego. Należą teraz do mnie i mnie będą służyć w obawie przed utratą tego wszystkiego, co dała im ma szczodra ręka.

 

Zabraliśmy się teraz za budowę miasta i lękam się jedynie, czy będzie ono godne swej nazwy. Za nazwę obraliśmy bowiem nasze rodzinne zawołanie, także z uwagi na to, że gdyby miasto padło, okryło by hańbą nie Ciebie lecz Twego uniżonego sługę. Budowa sporo kosztuje, lecz jednocześnie mała acz stałym strumykiem płynąca suma pieniędzy powoli zasila nasz skarbiec, opuszczając jednocześnie kieszenie świeżo zakwaterowanych kreatur. Zastanawiam się nawet czy ktoś tam nie bije potajemnie nowych monet.

 

Zamierzamy powoli rozbudowywać nasze miasto i wyglądać będziemy nowych mieszkańców. Przekaż proszę Lady Ewine me najgorętsze myśli i powiedz, że chowam w pamięci wiele chwil, któreśmy wspólnie spędzili. Ona będzie wiedziała.

 

 

18 dzień miesiąca Jednorożca, rok 633.

 

Drogi kuzynie Ragnarze,  

 

Prawie rok minął od mojej ostatniej wiadomości, cóż wszyscy jesteśmy tutaj bardzo zajęci. Mój zaufany człowiek donosi, że bariera ciągle blokuje wyjście z doliny i dalej jesteśmy odcięci. Po kilku miesiącach czuwania zszedł on z posterunku z wieściami, że dwa wcześniej napisane przeze mnie listy leżą dalej nietknięte na słupie wzniesionym obok bramy. Tak czy inaczej, nie zrezygnuję z ich pisania.

 

Wiele się zmieniło od czasu, gdy napisałem swój ostatni list. Stałem się teraz panem doliny, zwanej na twą cześć doliną Ragnara. Tam, gdzie wcześniej szumiał las, teraz kwitnie miasto. Kontynuujemy jego rozbudowę ku twemu, jak sądzę, zadowoleniu, mniemam również, że pokryjesz panie w przyszłości wszelkie związane z tym koszty. Do listu załączam ich wykaz. Pieniędzy z podatków jest akurat tyle, by pokryć nasze bieżące potrzeby.

 

Pierwszym zadaniem jakie sobie postawiłem zarządzając z twej łaski tą niewielką częścią twego królestwa było zwiększenie jej populacji. Wzniosłem więc wiele różnych siedzib, by zwabić pod ich dach różnorakich gości. W ceglanym domu zamieszkały potężne ogry. Mostem zajęły się Trolle. Wszystkie nowo przybyłe stworzenia rozpoznawały we mnie swego pana i gotowe były zawrzeć porozumienie.

 

Kazałem sporządzić legowiska stosowne dla wilków, gdyż ich przychylność jest niezwykle cenna i dobrze czują co przynosi wiatr. Wiele w owych dniach potężnych i inteligentnych stworzeń przyłączyło się do mnie.

 

Następnie szukać zacząłem ludzi wolnych zawodów. Wieśniacy często wspominali o czarodziejach i im podobnych. Gdy rozkazałem wykopać studnię, by mieć tu na miejscu wodę do hartowania stali - stanęła kuźnia, a niedługi czas potem rząd pikinierów gotowych, by mi służyć. Wykarczowano pola i przycięto trawę. Wzniesiono strzelnicę i pojawili się łucznicy. Ku uciesze żołdaków postawiłem karczmę.

 

Wiele jest jeszcze do zrobienia, mój panie. Teraz właśnie zabrałem się za budowę dziwacznej siedziby w postaci małych domków wśród konarów drzew, by pozyskać sympatię rusałek. W kamiennych domach u podnóża gór zamieszkają krasnoludy, ponadto doradzono mi, bym rozwiesił w okolicznych lasach nieco tarcz strzelniczych, tak by mogły tam wprawiać się w strzelaniu elfy. 

 

Wykorzystam potem ich umiejętności, by zbudować kamienny krąg stosowny druidom, wybiegi dla jednorożców i budzące grozę wieże, w jakich zwykle żyją feniksy.

 

Jest w mym mieście i magik w swej czarodziejskiej wieży. Badania, które prowadzi są bardzo kosztowne, a w skarbcu widać już dno, więc na razie poprzestańmy na tym. Za cenę jednego czaru mógłbym kupić wiele rąk do pracy. Pamiętam ponadto tego głupca Gurbertha, twego nadwornego czarodzieja; nie był on wiele wart. 

 

Skoro już mowa o pieniądzach, to muszę nadmienić, że w przedsięwzięciu tym utopiłem już wiele dziesiątków tysięcy, wszystko to, by służyć ci jak najlepiej. Me kieszenie nie są bezdenne, kuzynie, i mimo, że ta inwestycja przynosi niejaki dochód, jest on znikomy w stosunku do potrzeb, rad więc byłbym wielce, gdybyś raczył mnie wesprzeć swym majątkiem. Myślę, że flagi w barwach twego królestwa, które tu powiewają, są wystarczającym ku temu powodem.

 

Tak, powinienem jeszcze dodać, że wzniosłem także skromną i stosowną mi, który mam honor być twym sługą, siedzibę nazwaną przeze mnie basztą Morglina.

 

Gdy uporam się już z wiosenną robotą w polu, pragnę zebrać nieco wojska i wyruszyć na rekonesans po tej rozległej krainie, gdzie istnieje z pewnością sposobność, by zdobyć bogactwo i okryć się chwałą. Oddając oczywiście, mój panie, należny tobie splendor. Prześlij proszę najlepsze życzenia dla Lady Ewine.

 
 

29 dzień miesiąca Aarvark, rok 635.

 

Kuzynie,

 

To już prawie dwa lata, jak koperta z mym ostatnim listem spoczęła wśród wzgórz obok bramy, przez którą tu wkroczyłem. Poinformowano mnie, że cała zgromadzona tam poczta zniknęła, lecz bez odpowiedzi. Nie mam pewności, czy stało się to za sprawą twoją bądź twych sług, czy też ukradł ją pospolity złodziej.

 

Już dwa lata znoszę trudy kampanii. 

 

Z początku wszystko szło gładko, uważnie postępując na- przód ustaliłem położenie kilku złóż rzadkich metali, splądrowałem parę kurhanów, pozbawiając je balastu złota i klejnotów, i tak mijały mi dni ekspedycji. Przeżyłem również mrożące krew w żyłach spotkanie na starożytnym cmentarzysku, gdzie stoczyłem walkę z duchami. Pojedynkowałem się z wędrownym potworami i zwyciężałem je, a jakże, dla sławy.

 

Wiele tygodni minęło nim natknąłem się na miasto inne niż moje. Gdy stanąłem na błoniach, jego mieszkańcy zamknęli bramy. Wspięli się następnie na blanki i z ich wysokości czynili obsceniczne gesty, chcąc mnie upokorzyć. W wielu dosadnych słowach wypowiedzieli się na temat twego pochodzenia, chrząkając przy tym i wystawiając języki. Oczywista sprawa, natychmiast przypuściłem szturm, który został odparty i w którym padło wiele chłopstwa oraz zginęło paru rycerzy. Wtedy rozbiłem obóz i rozpocząłem oblężenie, rozkazując ludziom wykonać stosowne machiny. Wznieśliśmy katapulty i rozbiliśmy nimi mury miasta. Szczerze mówiąc, chciałem ich tam wszystkich pozabijać, a potem zrównać to miejsce z ziemią lecz powstrzymał mnie mój szambelan, w istocie stary i mądry wieśniak, który zauważył, że to miasto może się jeszcze do czegoś przydać.

 

Jak zdążyłem się już rozeznać, było to miasto należące do Barbarzyńców i zamieszkiwały je szczególnie osobliwe gatunki stworzeń. Ma armia powiększyła się o hordy orków, wilków, ogrów oraz o mocarne cyklopy. Okazało się w końcu, że takie miasta rozsiane są po całej krainie. Niektóre zamieszkują ludzie, inne - czarodzieje i magiczne kreatury. Istnieją podobno również, rzadko spotykane, miasta, gdzie rządzą czarnoksiężnicy i żyją potężne minotaury, straszne gargoyle, a nawet potężne i straszne smoki. Na razie ich unikam.

 

 

 

 

Okazało się również, że tutejsi królowie wypowiedzieli mi wojnę. Również i oni mają swych bohaterów, podobno niezwyciężonych, chcą więc połączyć siły widząc jak rosną moje i zadać mi śmiertelny cios.

 

Wiem, że najlepszą obroną jest atak, wyruszyłem więc im naprzeciw, by ich upokorzyć, gdy sztandar w barwach twego królestwa załopocze nad blankami ich zamków. Pozdrów ode mnie Lady Ewine i spytaj jej w mym imieniu czy dalej nosi swe dziecięce znamię.

 

 

3 dzień miesiąca Mangusty, rok 638.

 

Ragnarze,

 

Ponad trzy lata minęły jak wysłałem swą ostatnią wiadomość, ty zaś nie dajesz znaku życia. Czasami wydaje mi się, że wiesz o wszystkim, co się tutaj dzieje, lecz z jakiegoś powodu chcesz bym myślał, że jest inaczej. Na wszelki wypadek kazałem sporządzić kopię rachunku, który przesłałem ci w jednym z wcześniejszych listów, na wypadek gdyby ten nie doszedł do twych rąk.

 

Walczyłem jak dotąd w trzech kampaniach. Opuściłem zdobyte miasto i zapuściłem się w głąb krainy przemierzając łańcuchy górskie, pustynie, mokradła i puszcze. Roiły się one od przeróżnych kreatur; widząc mój sztandar, niektóre wyrażały chęć przyłączenia się, inne - rozerwania go na strzępy. Kości tych ostatnich bieleją teraz prażone słońcem. 

 

Po wielu tygodniach wędrówki natknąłem się na wrogą sobie armię, z którą stoczyłem ciężki bój tracąc więcej niż połowę swych oddziałów. Ostatecznie pokonałem w pojedynku dowódcę i pojmałem go. Za niedługi czas przyszedł list od władcy, któremu służył ów bohater, z propozycją wykupu. Odrzuciłem ją, gdyż proponowana suma była zbyt niska. Król swą prośbę ponowił, tym razem jednak oferował o wiele więcej, więc zgodziłem się oddać jeńca za sumkę, która wypełniła me, już prawie puste, skrzynie. Rozstaliśmy się z bohaterem w zgodzie; on obiecał mi rychłe ponowne spotkanie, ja zaś z radością przystałem na tę propozycję, jako wyraz troski o mój budżet.

 

Po trudnym oblężeniu zdobyłem następnie miasto leżące nad brzegiem morza. Pojmałem tam innego bohatera, ten jednak gotów był mi służyć. Podjąłem więc brzemienną w skutki decyzję o rozdzieleniu armii, której część przeszła pod rozkazy mego nowego dowódcy. Wynajął on parę statków i poprowadził ją ku nieznanym lądom, daleko stąd. Korzystając z informacji, jakie uzyskałem później od niego, zdołałem ku swemu zadowoleniu wykreślić mapę całego mego królestwa. Niestety został on w końcu zabity przez złego czarnoksiężnika, a jego wojska - rozbite.

 

Nadchodziły czarne dni. Potężny książę władający sąsiednim królestwem wysłał armię, by zająć stolicę mego królestwa. Mając przytłaczającą przewagę z łatwością rozbiła garnizon i wzięła miasto. Znalazłem się w nie lada kłopocie, odcięty od źródła surowców i pieniędzy. Zmuszony byłem zawrócić i odbić zamek tą garstką oddziałów, jaka mi pozostała. Stolica jest ponownie moja, lecz utraciłem wszystkie pozostałe miasta.

 

 

 

 

Ragnarze, prowadzę tutaj niełatwą wojnę i nie widzę byś zechciał mi choć trochę pomóc. Liczę na to, że poczynisz odpowiednie kroki, by utrzymać ten skrawek ziemi pod swoim panowaniem.

 

Upewnij się przy okazji czy Lady Ewine pamięta o zdarzeniu, które wspólnie kiedyś nazwaliśmy „Szaloną nocą". 

 

 

11 dzień miesiąca Jaszczurki, rok 641.

 

Ragnarze,

 

Ostatnie trzy lata przetrwałem bez twej pomocy. Był czas, gdy myślałem, że wszystko stracone. Byłem w posiadaniu tylko jednego miasta, mej stolicy, o której jej mieszkańcy nie mówią teraz inaczej jak Twierdza Ironfist'a. Dwukrotnie mnie oblegano i dwukrotnie odparłem ataki.

 

Dwukrotnie też zdołałem pojmać nieprzyjacielskich wodzów. Pierwszy z nich był już kiedyś mym więźniem. Mając w pamięci tamto wydarzenie i w nadziei na łatwy zysk odrzuciłem lichą ofertę wykupu. Wstrzymując się, chciałem sprawić, by suma była znaczna. Król jednak okazał się sknerą i nie odezwał się już, co więcej, pojmany bohater nie chciał mi służyć. Związany kodeksem honorowym nie mogłem go stracić, puściłem go więc wolno. Straciłem w ten sposób bohatera i pieniądze.  

 

Mądrzejszy o jeszcze jedno doświadczenie, gdym pojmał kolejnego wodza, nie omieszkałem natychmiast złożyć mu propozycji pracy, na którą skwapliwie przystał. Był potężnym sprzymierzeńcem. Podczas gdy ja zostałem w stolicy i zajmowałem się przywracaniem jej stanu z okresu dawnej świetności, on wyruszył na kampanię i wziął miasto na południu, które tam kiedyś straciłem. W międzyczasie rozbudowałem stolicę, tak by okazała się stosowna dla przeróżnych kreatur i śmiałych wojowników. Odkryłem, że zbyt szybki i agresywny początek kampanii przynosi wiele chwały, to prawda, lecz również czyni wrażliwym na ataki z tyłu.

 

Oblegany po raz trzeci, odparłem atak łatwo i pogoniłem wroga na spotkanie lamentu ukochanych żon.

 

Wyłożyłem sporo pieniędzy na arenę, na której mogliby stawać w szranki rycerze, a jeszcze większą - na katedrę, by ściągnąć tu mocarnych paladynów.

 

Nie zaniedbałem też magii, naprawiając błąd, który popełniłem na początku swej przygody. To kosztowna inwestycja, lecz zwraca się z nawiązką.

 

Wiele różnych mocy mają ci, którzy dzierżą magię. Opanowali oni sztuki, o których twój nadworny sztukmistrz Gutberth nie mógł nawet marzyć. Czary stosowne do obrony jak i ataku. Niektóre spalają przeciwnika na popiół, inne zamieniają go w bryłę lodu. Mistrzowie będący na mych usługach potrafią oczarować równie łatwo jak powstrzymać grad pocisków i pik, znają też czary niezwykle pomocne w trudnej sztuce oblegania.

 

Pracują teraz, sowicie przeze mnie opłacani, nad czarami odstraszającymi umarłych, chroniącymi przed magią innych, leczącymi, błogosławiącymi mych wojowników i dodającymi im sił, oślepiającymi mych przeciwników podczas bitwy.

 

Powinienem chyba dodać, że ten patetyczny czarodziej Gutberth, który narobił całego tego zamieszania swym długim językiem, nie potrafiłby zabić nawet myszy i zostałby rozniesiony w pył przez mych czarodziejów, gdyby zaszła taka potrzeba.

 

Nawiązałem też kontakt ze złodziejami z gildii; znają oni wiele sekretów pomocnych przy planowaniu kampanii.

 

Gdy zebrałem już siły, wyruszyłem na ekspedycję, z której wróciłem z nowym dowódcą. Miałem teraz do dyspozycji trzy armie. Jedną, pod wodzą mego zaufanego bohatera, zostawiłem w stolicy. Drugą posłałem na południe, w kierunku morza, podczas gdy sam wyruszyłem na wschód, w szerokie równiny.

 

Bohater wysłany na południe dotarł do wybrzeża, gdzie byłem już przed laty i zajął znajdujące się tam miasto, wzmacniając je następnie. Postawił tam warsztaty tkackie - będą z tego żagle, a to usprawni żeglugę. Rozkazałem mu posuwać się wzdłuż wybrzeża i zachować ostrożność, gdyż pełno tam groźnych istot, rozbójników i wojsk przeciwnika.

 

Ruszył na statkach w górę wybrzeża i zajął miasto czarodziejów, czym wzmocnił niebywale mą siłę. Złupił następnie pobliskie wyspy i zapełnił me skrzynie znalezionymi tam dobrami. Wtedy nastąpiła katastrofa.

 

Deszcz kamieni i ognia, który spadł z nieba, zabił gospodarza goszczącego mego dowódcę. Zbyt mocny się stałem i Zawiązano przeciw mnie sojusz. W rezultacie straciłem wszystko, co pierwej na południu zyskałem.

 

Wrogie armie zbliżały się do bram mej stolicy, wyszedłem więc im naprzeciw. Postanowiłem nie popełnić wcześniejszych błędów i chciałem przyjąć wroga z dala od swych siedzib, tak by nie doznały uszczerbku. Rozumowałem właściwie, lecz cóż z tego, skoro za pośrednictwem potężnej magii armia wroga spadła wprost z nieba na błonie, u wrót mej stolicy. Odparłem i ten atak, lecz miasto tak czy owak ucierpiało srodze. Zginęło wielu wojowników i czarodziejów.

 

Zmuszony zostałem nawiązać współpracę z siłami ciemności w postaci gargoyli, minotaurów, hydr oraz wszechpotężnych smoków.

 

Krótko mówiąc, miałem zamiar zdobyć jakieś czarnoksięskie miasto. Czeka mnie tutaj wiele pracy, gdyż paladyni są co prawda niezrównani w boju, lecz w smoczym ogniu pieką się jak grzanki. Gdy doprowadzę sprawę do końca, wrogowie zadrżą przed moją potęgą. Ciekaw jestem czy oddech Lady Ewine jest dalej równie odrażający jak go pamiętam z przeszłości.

 

 

 

 

 

21 dzień miesiąca Szczura, pierwszy rok Nowej Ery.

 

Ragnarze uzurpatorze,

 

Minęło już pięć lat od wydarzeń opisywanych w mym ostatnim liście. Wyobrażam sobie jak się mają sprawy. Siedzisz niczym stary i tłusty pająk uczepiony tronu jak taniej sieci, tronu, którym władasz nieprawnie i nieumiejętnie.

 

Powstałem niczym feniks z popiołów. Wygrałem wiele wielkich bitew, burzyłem cytadele i zdobywałem miasta, znacząc je flagami w MYCH barwach. Mam na swych usługach całą armię herosów. Zastanawiam się, cóżeś ty osiągnął, siedząc bezpiecznie w murach swego zamku. Podczas gdy me imię będą przywoływać bardowie, ślad po tobie pozostanie jedynie w inskrypcjach wyrytych na ścianach latryny.

 

Stałem się potężny, jestem panem tysięcy chłopów i pikinierów, moi wojownicy dosiadają wierzchowców, mam pod sobą legiony ogrów, goblinów i trolii, rozkazuję mistrzom sztuk magicznych, służą mi hydry i smoki, jestem w stanie rozdeptać każdego, kto stanie na mej drodze.

 

Trzy królestwa zjednoczyły się w walce ze mną. Zastawili przemyślne pułapki i zgromadzili niemałe siły. Był czas, gdy sześć różnych armii otaczało mnie ze wszystkich stron, jakie wskazuje róża wiatrów.

 

Wtedy właśnie przydała się magia, na którą ongiś niemało środków łożyłem.

 

Dwukrotnie teleportowałem swe armie za linie przeciwnika i zadawałem mu druzgocące ciosy. Miałem w swym władaniu Wyrocznię oraz złodziejską gildię i poznałem najskrytsze tajemnice swych wrogów, mogłem więc z łatwością odpierać ich ataki i sam uderzać tam, gdzie byli słabi.

 

Kosztowało to niemało. Przez miesiąc wydawałem sumy, o jakich kiedyś nie śniłem. Kto jednak chce wszystkiego, równie wiele musi ryzykować.

 

Gdy uporałem się już z dwoma rywalami, pozostał mi jesz- cze potężny Lord Alamar. Ragnarze, w porównaniu z nim jesteś zaledwie nędznym żebrakiem. Zmagaliśmy się długo. Gdy uderzył wszystkimi siłami prosto w serce mego królestwa, zmuszony byłem teleportować swe armie i sta-wić mu czoła w śmiertelnej bitwie.

 

Ostatecznie stanąłem z wojskami przed bramami jego szykownej stolicy. Moje maszyny oblężnicze zmiotły jego wieże. Z powietrza przypuściły atak me smoki. Na ziemi hydry zmagały się w śmiertelnym trudzie. Niezliczone legiony żołnierzy, łuczników, krasnoludów, orków i chłopstwa zasłały okolicę stosami ciał. Otoczony mistrzami magii stoczyłem na blankach pojedynek z Lordem Alamarem, a jego czarodzieje jeden po drugim przechodzili do historii. Przebiegły był, dobrze władał mieczem, jego magia była potężna, a w strategii nie miał sobie równych. Na niewiele się mu to zdało i pokonałem go, żałuję tylko, że udało mu się uciec.

 

 

 

 

Tak więc, Ragnarze Świnio, władam teraz całą Krainą Herosów. Wszyscy znają mnie tutaj jako prawego władcę, dokładam bowiem starań by tak było. Powinienem teraz wzmocnić granice na wypadek, gdyby wygnany król postanowił powrócić. Muszę przyznać, że dobrze się stało, że ten głupiec Gutberth zawiódł. Gdyby spisek się powiódł, byłbym teraz drobnym władcą nieistotnego królestwa, którym ty teraz zawiadujesz.

 

Twój ojciec zabił swego brata, a mojego ojca, by sięgnąć po tron, który ty odziedziczyłeś. Zmuszony byłem uciekać, lecz tutaj, w tej krainie bohaterów stworzyłem potęgę, z jaką mało kto mógłby się równać. Tym, którzy ryzykują wszystkim, los wszystko daje jako nagrodę. To już mój ostatni list. Jeśli jeszcze o mnie usłyszysz, znak to, że bramy jest otwarta, a ja zmierzam ku tobie z mieczem w ręku, szukając sprawiedliwości.

 

Żegnaj Ragnarze.

 

PS. Jeśli Ewine dalej jest z tobą, powiedz jej, że się ożeniłem i jestem szczęśliwy. Ma wybranka ma wszystkie zalety, których ona była pozbawiona – jest godna zaufania, inteligentna, piękna i dobrze wychowana. A poza tym, kąpie się częściej niż raz w roku i nie chodzi otoczona gromadą much.

 





 

Opracowała: Laxx



* - teksty i grafiki pochodzą z oryginalnej instrukcji, którą można znaleźć na płycie z grą.

 

Brak komentarzy.




Włącz odtwarzacz
Wiwerna
Jak oceniasz "Trial by Fire" - nowy dodatek do Heroes VII?
Świetny
Dobry
Przeciętny
Słaby
Nieporozumienie
Zaloguj lub Zarejestruj się aby wysyłać wiadomości.
54.92.x.x
37.248.x.x
37.47.x.x
217.182.x.x
213.136.x.x
62.24.x.x
62.24.x.x
95.108.x.x
52.90.x.x
80.94.x.x
178.37.x.x
89.241.x.x
46.174.x.x
91.121.x.x
95.163.x.x
79.163.x.x
89.101.x.x
MSN spider
MSN spider
Odwiedza nas 0 użytkowników
oraz 19 gości. (Razem: 19)